Gorące tematy: Smoleńsk Akcja Windykacja Praca-porady Konkurs satyra Sklep Prasówka NE TV Nowy Ekran TV NE YT RSS
313 postów 85 komentarzy

Dziennikarstwo Obywatelskie

Nowy Ekran - Blog przeznaczony do publikacji materiałów dziennikarzy obywatelskich przygotowanych na zlecenie Nowego Ekranu

Witold Modzelewski: Marzenia podatkowe

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Marzenia podatkowe – stawka VAT nie musi wzrosnąć do 25%

            „Zielona księga”, oceniająca stan i perspektywy najważniejszego podatku UE, czyli VAT-u, jest dokumentem, który powinien skłonić rządzących do zasadniczych refleksji na temat systemu podatkowego. Potwierdza ona również nasze pesymistyczne prognozy sprzed dwóch lat dotyczące polskiego podatku od towarów i usług. Ubytek dochodów budżetowych z tego podatku – według oceny autorów tego dokumentu w 2008 r. – oszacowano w Eurolandzie na poziomie 12% teoretycznych wpływów z 2006 r., przy czym w niektórych krajach spadek ten wyniósł nawet 20%. A gdzie jest nasz VAT? Tu załamanie nastąpiło w 2009 r., w którym dochody z tego podatku były nawet niższe nominalnie w stosunku do poprzedniego roku, w którym również nastąpił istotny spadek dochodów w stosunku do planowanej wysokości. Biorąc pod uwagę nienajgorsze uwarunkowania makroekonomiczne (wzrost obrotów oraz popytu konsumpcyjnego a przede wszystkim PKB) za dwa ostatnie lata ostrożny szacunek utraconych bezpowrotnie dochodów budżetowych wyniósł już około 30 mld złotych. Przypomnę, że pierwotnie zakładano uzyskanie w 2009 r. wpływów, które w sensie ekonomicznym można było obiektywnie uzyskać z dochodów z tego podatku na poziomie ponad 120 mld zł, tymczasem rzeczywiste dochody uzyskano w wysokości nieco przekraczającej 100 mld.  Kwotę wpływów w wysokości 120 mld zamierza się osiągnąć w 2011 roku, czyli dopiero po dwóch latach i generalnej podwyżce stawek. Już w roku poprzednim wpływy z tego podatku mogły osiągnąć - pomijając w tym miejscu szczegółowe obliczenia – kwotę co najmniej 130 mld zł; stało się jednak inaczej.
            Czyli należymy do dużej rodziny krajów europejskich, które, jeśli nie są w stanie zapaści, to przynajmniej regresu fiskalnego. Byłbym bardzo ostrożny w stawianiu tezy, że winne są masowe „oszustwa podatkowe”, na które zdają się zrzucać winę autorzy „Zielonej księgi”. Przyczyny jak zawsze są dużo bardziej złożone, a urzędniczy sposób diagnozowania („dobry system - źli oszuści”) jest mało wiarygodny. U nas podatek ten padł ofiarą tych wszystkich negatywnych zjawisk, które kształtują wizerunek i funkcjonowanie władzy publicznej. Postarajmy się je nazwać.
            Wszystko, jak to zawsze w podatkach, zaczyna się od legislacji. Podatek ten w ciągu ostatnich lat kształtowany był w sposób charakterystyczny dla procesu tworzenia większości przepisów podatkowych. Polega on na tym, że poprzez wprowadzanie wielu nieskoordynowanych zmian, dokonuje się czegoś, co nazywa się ogólnie „liberalizacją przepisów”, które nie tylko przestają być spójne, lecz przede wszystkim niezrozumiałe. Do podatnika trafia jednoznaczny sygnał, że formalny rygoryzm podatku słabnie, jest „więcej swobody” i dużo „ułatwień”, co jest odbierane jako przyzwolenie na legalizację faktycznego zmniejszania obciążeń. Po prostu „więcej wolno”, przepisy staja się jakby „bardziej przyjazne”, a ich praktyczne stosowanie może być dużo bardziej „korzystne”. Już wcześniej scenariusz ten dotyczył podatku dochodowego od osób prawnych. Podatnicy przestali się nim zbytnio przejmować. Śmiertelny cios zadano mu w 2007 r., gdy zniesiono obowiązek składania miesięcznych deklaracji. Od tego czasu co rok spadają dochody budżetowe z tego podatku i stan ten będzie się tylko pogłębiać. W podobny, choć nie tak drastyczny sposób zdemolowano również przepisy o podatku od towarów i usług, przy czym istotny wkład miała tu również implementacja poronionych pomysłów wynikających z kolejnych nowelizacji dyrektywy 112, zwłaszcza uchwalonych w 2008 r. Warto zauważyć, że najważniejszych „ekspertów”, uczestniczących w tworzeniu tego podatku, dostarczał biznes podatkowy, a nawet firmy zarejestrowane jako lobbyści.
            Odrębnymi, głęboko szkodliwymi czynnikami, było wszechobecne gadulstwo interpretacyjne, uprawiane przez organy administracji rządowej. Immunitety karnoskarbowe przyznawane indywidualnie w związku z udzieleniem kilkudziesięciu tysięcy interpretacji urzędowych, doprowadziły do pełnej degeneracji procesu stosowania i tak złych (nawet bardzo) przepisów. Nie ma już jakiegokolwiek spójnego wizerunku interpretacyjnego tego podatku: są tylko niezliczone enklawy interpretacyjne, które gwarantują indywidualne lub grupowe przywileje niekaralności, wydane zainteresowanym przez działające niezależnie organy podatkowe.
            Niestety proces ten jest aprobowany przez część judykatury. Choć to zupełnie inna opowieść, pozwolę przedstawić jeden istotny rys charakterystyczny dla naszej judykatury. Pozornie jest ona głęboko restrykcyjna i pro-fiskalna. Niektórzy nawet twierdzą, że szansa na skuteczne podważenie nawet ewidentnie sprzecznych z prawem decyzji organu podatkowego w tych procedurach graniczy z cudem. To tylko pozory. Tylko niewielki procent spornych spraw trafia do sądów, które zajmują się tylko tym, co zaskarżą podatnicy. Wyroki sądów żyją jednak „drugim życiem”, stają się często przyzwoleniem dla działań, których administracja podatkowa z reguły nie kwestionuje. Paradoks polega na tym, że są to działania również zmniejszające dochody budżetowe. Dlaczego tak się dzieje? Jak zawsze odpowiedź jest dość skomplikowana, lecz postaram się ją możliwie najprościej udzielić, zwłaszcza że jest to problem znany, tylko rzadko opisywany. Wydając często restrykcyjny w danej sprawie wyrok, sąd, uzasadniając swój pogląd, przedstawia własną wizję interpretacji wybranych przepisów prawa. Dla wielu okazuje się ona przysłowiową gwiazdką z nieba, którą można szybko spieniężyć, np. inaczej fakturując, ewidencjonując lub deklarując ten podatek. Sądzę, że sądy często nie mają świadomości jak w dziwaczny sposób uzasadniają swoje pozornie pro-fiskalne wyroki, jak nieświadomie błogosławią działaniom, które pozwalają na „optymalizację obciążeń podatkowych”.
            Często można podejrzewać, że stosując literalnie pokraczne przepisy, gubi się istotę fiskalną tego podatku; rozstrzygnięcie może być formalnie zgodne z jakimś przepisem, lecz jednocześnie łamie logikę tego podatku w tej części, która służy interesowi publicznemu. Jakże często słyszałem nawet pogląd zbliżony do sądownictwa, że przepisy są „bez sensu” i trzeba je „poprawiać” przy pomocy wyroków. Nie byłoby w tym nic groźnego, gdyby owo „poprawianie” było zgodne z logiką tego podatku oraz wynikało z rozumienia jego istoty fiskalnej. Ale jeżeli ktoś stosując napisane przez „ekspertów” ustawy, szuka wiedzy na temat tego podatku, to na pewno nie zaowocuje to wzrostem dochodów budżetowych.
            Zresztą istota klęski tkwi w samej koncepcji roli sądów w tym (i nie tylko w tym) podatku. Sąd ten ma bowiem kontrolować zgodność z prawem rozstrzygnięć organów podatkowych. Jeżeli to prawo jest w takim stanie jak u nas, nie budzące ani szacunku ani respektu, a w dodatku może być „poprawiane” w wyrokach, które to „poprawianie” często trudno zrozumieć (wiedza o podatku nie musi się równać ze znajomością przepisów), to w efekcie mamy tylko pogłębiający się chaos, który się żywi sam sobą. Tu leży przyczyna fenomenu polegającego na tym, że skuteczny przez wiele lat podatek gubi dziś co rok pieniądze w kwocie co najmniej 10% rocznych wpływów.
            Jedno jest pewne: ani proces tworzenia, ani tym bardziej stosowanie prawa w naszym polskim wydaniu nie gwarantuje poprawy stanu rzeczy, a przede wszystkim wzrostu dochodów budżetowych. Powiem więcej, w pełni podzielam pogląd, że nie ma już jakiegokolwiek wewnętrznego mechanizmu korekty wad lub błędów tego systemu. Wręcz odwrotnie, każdy kolejny krok pogłębia i będzie pogłębiać dysfunkcjonalność systemu, a budżet nie ma co liczyć na poprawę stanu rzeczy.
            Najnowszym sposobem reakcji na ten stan jest wzmocnienie represji karno-skarbowych za domniemane oszustwa skarbowe, polegające nawet na tym, że podatnik wyraził w piśmie lub wniosku pogląd sprzeczny ze stanowiskiem organów podatkowych. To, że nie będzie z tych działań pieniędzy dla budżetu, jest oczywiste. Znacznie gorszy jest skutek publiczny, wręcz ustrojowy tych działań. Postrzeganie organów podatkowych jako podstawowego zagrożenia represyjnego dla ludzi, którzy przecież w swej większości są podatnikami, zmienia nie tylko ich stosunek do Państwa (pisanego dużą literą), lecz również preferencje wyborcze. O tym politycy powinni wiedzieć.
            Czy mamy wyjście z obecnego pata? Oczywiście tak, choć muszą je znaleźć i wdrożyć politycy, bo - trawestując znane stwierdzenie o wojnie i wojskowych - podatki są prawą zbyt poważną, aby je powierzyć specjalistom podatkowym. Działania te muszą się skoncentrować na trzech polach:
-       legislacyjnym: całość tego procesu musi nadzorować silny intelektualnie organ złożony z nieuwikłanych w biznes podatkowy oraz lobbing skarbowców, którzy będą jednak tworzyć projekty na podstawie jednoznacznych koncepcji tworzonych przez polityków: to oni muszą zająć się podatkami, rozstrzygać wszystkie istotne problemy decyzyjne a następnie zaufać służącym interesowi publicznemu fachowcom, patrzącym na podatki w inny sposób niż specjaliści biznesu podatkowego; muszą jednak powstać nowe ustawy, a zwłaszcza ustawy o podatku od towarów i usług: tego co jest, nie da się poprawić,
-       należy natychmiast zatrzymać szaleństwo interpretacyjne organów podatkowych; jeżeli władza wykonawcza (wyłącznie minister finansów!) będzie chcieć coś oficjalnie i publicznie zinterpretować, to musi to zrobić tylko w sposób ogólny i raczej od święta, tak aby pogłębiać szacunek i respekt dla prawa oraz… do własnego zdania,
-       sądy nie mogą „poprawiać” ustaw, muszą zająć się ich stosowaniem - beznamiętnie, mądrze, zgodnie z wiedzą o tym podatku, a przede wszystkim w imię interesu publicznego, którym jest również dobro podatników.
            Wiem, że są to poglądy głęboko naiwne, lecz jeżeli nie chcemy przywitać lata w 2012 r. stawką 25% i dalej pogrążać się w kryzysie finansów publicznych to musimy zmierzyć się  niedługo z powyższym zadaniem.
 Witold Modzelewski
 Profesor Uniwersytetu Warszawskiego,
 Instytut Studiów Podatkowych

 

Artykuł napisany specjalnie dla Nowego Ekranu (przyp. Redakcja)

KOMENTARZE

  • Bartdzo to mądre i zawiłe, ale chciałbym wiedzieć,
    czy NE zamierza rywalizować z Gazetą Prawną, czy może raczej z Salonem24.
  • @pradziadek
    Szanowny Panie Profesorze,
    Witamy na NowymEkranie. Pana z nami obecność w dziedzinie podatków, finansów publicznych i budżetu jest po prostu nie do przecenienia.
  • @pradziadek
    Mi się wydaje, że bardziej z Salonem24 ale z naciskiem na większą profesjonalizację tekstów i ich jakość. Co moim zdaniem ma sens.
    Woli Pan np. takie nawalanki jak te co są na S24. Z nich nic nie wynika. A S24 przeradza się w tubę propagandową dla różnych opcji politycznych o czym pisałem tu:
    http://4wladza.nowyekran.pl/post/3430,czy-salon24-to-jeszcze-portal-blogerski
  • @Jerzy Bielewicz
    Hmmmmm, ja jako przedsiębiorca nie specjalnie pieję z zachwytu nad Panem Profesorem :( Czyż to nie Profesorowi Modzelewskiemu zawdzięczamy ten nasz cudowny system podatkowy dla ... rekinów, który jest rajem dla doradców podatkowych?
    Ehhhh Panie Jerzy.
  • @Autor
    Zgrabna diagnoza, ładne OGÓLNE postulaty. Jak wudać - wobec komplikacji i niejednoznaczności przepisów nawet sądy się gubią. A warto byłoby zająć się też "objawieniami" aparatu skarbowego, w których zmiana interpretacji przepisów następuje po kilku latach jego stosowania.
    System był obarczony grzechem nadmiernej komplikacji już w momencie powstania. A potem było gorzej.
  • @Mariovan
    Cieszmy się, albowiem większa jest radość z jednego nawróconego niż ze stu prawych.

    O nawróceniach mam swoje zdanie i przypomnę tylko, że w czasach, gdy Profesor był wiceministrem finansów sąd musiał rozstrzygać, czy brak kodu pocztowego na fakturze jest jednoznaczny z brakiem adresu a tym samym może być powodem do zakwestionowania zwrotu VAT podatnikowi.
  • @Mariovan
    I ja tak myślę, że "Profesorowi Modzelewskiemu zawdzięczamy ten nasz cudowny system podatkowy dla ... rekinów, który jest rajem dla doradców podatkowych", a także dla firm szkoleniowych, z których jednej pan Profesor właśnie przewodzi. Pamiętam nawet okoliczności jego odwołania ze stanowiska wiceministra finansów w celu "powierzenia" mu organizacji szkoleń. Tak to przynajmniej sprzedano w Wiadomościach TV na początku lat 90. I tu się z Panem zgadzam.
    A co do Salonu to jednak poza nawalankami, ma on także parę innych zasług, o czym warto pamiętać. To tam właśnie wielu piszących w NE zdobywała blogerskie ostrogi i tam wielu z nas się poznało. I tam zostało zrealizowanych wiele ciekawych inicjatyw wartych by się na nich wzorować.
  • @pradziadek
    A czy my mamy sie ustawiać w rywalizacji i konkurencji? NE chce prowadzić dyskusje rzeczowe na tematy istotne, czyli oferować coś, z czego rezygnują media mainstreamowe: "mięso merytoryczne" i rozmowy konkretne o Polsce.
  • @Mr.White
    No ale potem było to cudowne rozporządzenie o błędach mniejszej wagi ;-)
    Ile firm US wykończył w międzyczasie przy pomocy interpretacji przepisów VAT to Bóg raczy wiedzieć. Osobiści znam dwie. Jedna - niewielka (hurtownia rodzinna), druga zatrudniała ponad 100 osób. Ile było tego w skali kraju - nie wiem.
    Pan profesor Modzelewski jest też autorem pomysłu z podatkiem ryczałtowym (jeśli już sobie grzeszki wypominamy). Wówczas CIT był chyba 45%, a podatek ryczałtowy dla firm prowadzących działalność usługową (np. usługi informatyczne) wprowadzono w wysokości 9%. Każda lewa (lub zawyżona) faktura na 100tys między takimi firmami to było 36% do podziału. Po roku ogłoszono nadzwyczajny sukces. Jeśli dobrze pamiętam - przewidywano 2mld z ryczałtu, a było chyba blisko 10. Dziwne było to, że po roku ten sukces zakończono.
    Niemniej te zaszłe sprawy nie rzutują na celność obecnie prezentowanych analiz. To co zrobiono z podatkiem VAT to jest jakiś niesamowity horror. Kiedy mój kolega dostał propozycję pracy w charakterze głównego księgowego dużej firmy - mówił mi że boi się VAT'u (jednostka w której wcześniej prowadził finanse nie była VAT'owcem). Ja mu na to: przecież to proste. A on mi wyciąga "Encyklopedię VAT" (chyba tak to się nazywało) - grubość rzeczywiście encyklopedii. Ale przecież żyjemy w kraju w którym pracowitość rządu ocenia się ilością wyprodukowanych ustaw i rozporządzeń!!!
  • @Mariovan
    Ja pemiętam o tym, że Pan Profesor będąc w-ce ministrem finasów stworzył profesje doradców podatkowych i sam został doradca podatkowym z legitymacją bodaj o numerze 1. Pamiętam też o tym, że Pan Profesor był autorem ustawy o VAT, która do najlepszych ustaw nie należy, ale bedąc doradcą można doradzić (za dobre pieniądzwe)jak się w takim niedoskonałym prawie poruszać.
    Pozdrawiam
  • @Robert Kujawski
    Słusznie. Pan profesor jest jedną z osób,które obowiązujący system podatkowy tak skomplikowały, by potem zarabiać krocie na tłumaczeniu-interpretowaniu istniejących przepisów. Takie rozmowy nie wnoszą wiele nowego i widać,że pan Modzelewski nie wyzwolił się z przyzwyczajenia ciągłego lania wody i komplikowania tego, co należałoby uprościć. Miałem nadzieję, że zapoznam się właśnie z prostą wizją systemu podatkowego w Polsce. A tu-jak zwykle-wodolejstwo i komplikatory.
  • @Mr.White
    Dokładnie! Mnie zakwestionowano (za ministrowania Profesora) odliczenie z faktury zawierającej literówkę w nazwie ulicy.
  • komplikatorzy polskiego państwa
    żegnajcie
  • @wszyscy
    Jest sławetne biblijne powiedzenie (na czasie bo dziś popielec)
    "Po owocach ich poznacie!"
    No cóż owoce Pana Modzelewskiego są co najmniej niestrawne, a dla wielu okazały się trujące.
    Nie ufam jakimkolwiek wywodom Panów, Balcerowicza, Modzelewskiego i wielu innym, którzy już nie raz mieli okazję się sprawdzić. I co się sprawdzali to coraz bardziej ich sprawdzanie ciążyło mi na moim grzbiecie. Eksperci, którzy są uwikłani w powiązania biznesowe różnego rodzaju nie podetną gałęzi na której siedzą. Nie jestem aż tak naiwny. Bo co za problem wprowadzić sławne 3 x 15%. Mając większość nic prostszego, tylko problem polega na tym, że nie ma odważnego który bez liczenia(bo podobno się nie da policzyć :) - brak danych, po co mamy ministerstwa i GUS!!!) ciachnąć ten węzeł gordyjski.
    A i to w zasadzie nieopłacalne jest ... dla niektórych
  • @Mariovan
    "brak danych, po co mamy ministerstwa i GUS"

    Przy ministerstwach pytanie w pełni trafione. Jeśli słyszę wiceministra ("liczymy na to, że przedstawicie państwo analizy, bo my nie mamy kadry merytorycznej") - to mi się robi... Błogo?
  • @profesor
    A czy Pan przypadkiem nie doradzał za pieniądze jak omijać Pańską ustawę o VAT? Takie rzeczy słyszałem już około 2005 roku.
  • Nowy Ekranie idź tą drogą...
    Podoba mi się bardzo ekspansja i podejmowanie trudnych wyzwań przez redakcję lub na zlecenie szefostwa tego portalu. Róbcie swoje i nie dajcie się krytykantom. :)

    "Moher" na głowę i do boju, bo w nas jest siła!!! Przestańmy pytać co Nowy Ekran może dla nas zrobić, a zacznijmy pytać co my możemy zrobić dla Nowego Ekranu.

    Pozdrawiam Fiatowiec
  • Autor i komentatorzy
    Niestey Pan profesor walnie się przyczynił do obecnego stanu rzeczy.Lista przewinień jest znacznie dłuższa niż napisali Komentatorzy.
    Obecnie jednak warto by było przede wszystkim rozmawiać jak wyjść z tego bagna.
    I tu jest problem, ponieważ rada Pana profesora iż miałby sie tym zająć silny marytorycznie zespół ludzi nie uwikłanych w żadne układy biznesowe, doradczcze, lobbingowe jest praktycznie nie do zrealizowania w obecnych warunkach, przy obecnej władzy.Do takiego zespołu niestety nie mógłby należeć Pan profesor, gdyż sam prowadzi działalność biznesową doradczą.
    Natomiast chętnie zapoznamy się z bardziej konkretnymi przemyśleniami, obserwacjami. Wiedza Pana profesora jest w tym przedmiocie ogromna.I jest do wykorzystania.Natomiast nie jako uczestnika prac zespołu.
    Być może wyjściem byłoby zlecenie kilku niezależnym zespołom dokonanie porównawczej analizy systemów podatkowych, ich działania w praktyce 2, 3 krajów wysoko rozwiniętych, notowanych wysoko w prowadzanych różnych rankingach co do ich sprzyjaniu gospodarce i łatwości stosowania przepisów przez prowadzacych działalność gospodarczą oraz aparat skarbowy w tym skuteczność egzekucji.
    Następnie ich zaprezentowaniu społeczeństwu i przeprowadzenie dyskusji prawdziwej a nie udawanej, i napisaniu od nowa w oparciu o taka wiedzę, wyniki dyskusji przepisów podatkowych.
    Kto by miałby je napisać, jest to tez temat do dyskusji.
    Problem jest kto by miał to zrobić, skąd wziąć pieniądze na wykonanie tych analiz. Moim zdaniem winny to zrobić działajace w Polsce wyższe uczelnie w ramach swej działalności naukowej. No, tylko kto je zmusi do wykonania takiej pracy skoro te władze tych uczelni nie zrobią nic co by sie tej władzy nie podobało.
    Z drugiej strony nie ma czasu i trzeba teraz coś robić.
    Dlatego uważam za cenną incjatywę NE tj. rozpoczęcie dyskusji na ten temat.
    Może powstaną w skutek rozpoczętej tu dyskusji chociaz cząstkowe analizy, projekty,albo chociaż porozmawiany o jakiś założeniach, jak taki system podatkowy winien wygladać aby słuzył dobrze wszystkim.Obywatelom i Państwu.
  • @autor
    Wcześniej nie miałem czasu się merytorycznie zacząć wypocinami Pana Profesora, ale już mnie klawiatura świerzbi, a więc patrząc z punktu widzenia przedsiębiorcy.
    Ad akapit 1. W kwestii utraty dochodów z tytułu podatku VAT to Pan Profesor chyba jest tu specjalistą, nie wątpię, że bardzo łatwo byłby w stanie wskazać luki ... z których korzysta by wyprowadzać kasę dla swoich klientów. Wczoraj miałem przyjemność rozmawiać z doradcą podatkowym, który przyznał, że każdy doradca podatkowy gdyby chciał to by załatał dziury błyskawicznie. Tak więc bez zbytniej skromności proszę nam w prost powiedzieć jaki procentowo jest Pański udział w tych ubytkach.

    Ad akapit 2. "U nas podatek ten padł ofiarą tych wszystkich negatywnych zjawisk, które kształtują wizerunek i funkcjonowanie władzy publicznej." To zabrzmiało groźnie. Chyba zaraz będziemy wiedzieć kto jest temu winny. Nie spodziewam się, że Pan znajdzie belkę w swoim oku. To taka drobnostka.

    Ad akapit 3. No nie zawiodłem się. Otórz winni są przedsiębiorcy i "liberalizacja przepisów". Ufff dobrze, że nie tylko my przedsiębiorcy, w zasadzie to lepiej wskazać na bezosobową "liberalizację przepisów" I dalej w tymże akapicie czytam coś co powoduje, że mi się nóż w kieszeni otwiera. Winny tym spadkom jest zmniejszenie rygoryzmu podatkowego co Pan pokazuje w podatku dochodowym od osób prawnych. A i "Śmiertelny cios zadano mu w 2007 r., gdy zniesiono obowiązek składania miesięcznych deklaracji." No super. A nie przyszło Panu do głowy, że dzięki między innymi temu byliśmy "zieloną wyspą". W USA podatki dochodowe płaci się raz na pół roku lub rok. Po co? Po 1 po to by przedsiębiorca mógł za własne odłożone pieniądze dokonać inwestycji!!! A nie brać kredyty i becalować kasę darmozjadom z banków. Po 2 pieniądze w przedsiębiorstwach są racjonalniej wydawane, a nie na gwałt szukane są koszty byleby podatków nie płacić. (notabene radziłbym przyjrzeć się jak pod groźbą utraty środków budżetowych urzedy dysponują pieniędzmi w grudniu) Co do ekspertów "lobbystów" to zapewne Pan jakby Pan tam trafił to byłby Pan absolutnie obiektywny. Nie żartujmy.

    Ad. akapit 4. Intrpretacje rozumiem, że Pan krytykuje, bo w sumie zabierają Panu chleb.

    Ad. akapit 5. Co do wyroków sądów nie będę polemizował, bo systuacji w skali kraju nie znam, choć nie zdziwię się jakby Pan również nie znał skali i jakości wydawanych wyroków.

    Ad. Pańska konkluzja. Dalej uwalajmy przedsiębiorców, wzmocnijmy arbitralność decyzji urzędników(nie wiątpię iż Pan ma w tym środowisku świetne kontakty) i ucieszy ... takich lobbystów jak Pan. A co do sądów i ich wyroków. Właśnie problem z mętnym prawem jest kłopotem dla sądów.

    A może by tak w końcu zrobić te podatki ... proste jak drut?
  • All. Sprawne Państwo czy nie
    Jak rozumiem tematem artykułu Profesora jest spadek dochodów z podatku VAT i niewydolność systemu podatkowego. Czy zatem ma tak pozostać? Może owa niewydolność jest zaletą systemu w Waszej opinii? Czy zatem warto w ogóle usprawniać ten system?

    Czy za sugestią Wiktorii nie warto chociaż domowym sposobem dokonać próby porównania różnych rozwiązań podatkowych na świecie.

    Mowa też jest o pro-aktywnej polityce podatkowej. Sugestia brzmi, że dobre prawo raz ustanowione nie gwarantuje ściągalności po wsze czasy.Wiadomo podatki i śmierć to rzeczy pewne i szczególnie nielubiane.

    Czy zatem dyskusja merytoryczna o podatkach jest możliwa? Czy są odważni by zaryzykować w tym obszarze twierdzenie: chcę sprawnego Państwa, które potrafi pilnować swojego interesu?

    A może podskórnie uważamy, że podatki to forma opresji, bo takie były nasze nasze doświadczenie historyczne?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031